A+ A A-

Rozmowa z lekarzem o medycznej marihuanie

dr Waldemarem Kujawa o medycznej marihuanie
dr Waldemarem Kujawą – położnikiem, ginekologiem, wieloletnim ordynatorem i dyrektorem szp, byłym wiceprzewodniczącym Okręgowej Izby Lekarskiej i byłym radnym Płocka. dr Waldemarem Kujawą – położnikiem, ginekologiem, wieloletnim ordynatorem i dyrektorem szp, byłym wiceprzewodniczącym Okręgowej Izby Lekarskiej i byłym radnym Płocka.
Rozmowa z dr Waldemarem Kujawą – położnikiem, ginekologiem, wieloletnim ordynatorem i dyrektorem szpitala, byłym wiceprzewodniczącym Okręgowej Izby Lekarskiej i byłym radnym Płocka.

Michał Rozkosz: Jest Pan ginekologiem, osobą znaną w środowisku lekarskim, pisał Pan prace naukowe dotyczące wpływu używek na łożysko kobiety ciężarnej. Czy rzeczywiście jest Pan przekonany, że nikotyna i alkohol szkodzą bardziej niż marihuana, która jest nielegalna nie tylko jako używka, ale i jako lek, a jej posiadanie jest w Polsce wciąż zabronione pod groźbą kary do 3 lat pozbawienia wolności?

dr Waldemar Kujawa: Fakt, wspólnie z nieżyjącym już wielkim polskim histopatologiem profesorem Szamborskim i obecnym konsultantem krajowym d.s. położnictwa i ginekologii – profesorem Radowickim badaliśmy wpływ czynników środowiskowych (w tym używek) na przebieg ciąży, porodu i połogu.
Przebadano wtedy znaczną liczbę kobiet w ciąży. Nie było wśród nich takich, które zażywałyby narkotyki czy paliłyby marihuanę. Jednak w czasie przygotowań do publikacji zapoznałem się z piśmiennictwem na ten temat i wyrobiłem sobie pogląd, że z trojga złego: alkohol, nikotyna i marihuana, to ta trzecia jest dla płodu najmniej niebezpieczna. Zaznaczam, w ciąży i na 3 miesiące przed nią odradzam picie alkoholu i palenie czegokolwiek! To z pewnością szkodzi!

MR: Cytat ze strony internetowej Stowarzyszenia Wolne Konopie: „Na oficjalnej witrynie internetowej GW Pharmaceuticals pojawiła się informacja, że Sativex – lek w ćrozolu produkowany na bazie konopi, zostanie wkrótce dopuszczony do obrotu również w Polsce. Lek będzie dostępny dla chorych na stwardnienie rozsiane, trwają badania kliniczne sprawdzające możliwością wykorzystania tego leku również u chorych na nowotwory”. Jednak żeby w Polsce móc stosować leki na bazie substancji narkotycznych, jaką w myśl naszego prawa są konopie, potrzebne są specjalne recepty, spełnienie dodatkowych formalności itd. Jak wygląda to dokładnie w praktyce?

WK: Wygląda źle. Niestety wiem o tym lepiej niż bym sobie życzył. Kilkanaście lat temu byłem wolontariuszem hospicjum. Wiele bym wtedy dał za możliwość dysponowania marihuaną do celów medycznych. Cierpienie ludzi, szczególnie w czasie choroby nowotworowej, bywa straszne i nieraz trudno sobie z nim poradzić. Pierwszy z brzegu przykład – bardzo często w przebiegu raka niszczy chorych nie tylko silny ból, ale i uporczywe wymioty. Marihuana byłaby tu niezastąpiona. Lekarzy szkolonych w walce z bólem nie ma zbyt wielu a do tego wśród medyków i szczególnie wśród organizatorów ochrony zdrowia panuje fobia narkotykowa. Krople Inoziemcowa (tinctura opii, nalewka z opium) bodaj do lat osiemdziesiątych były dostępne bez recepty. Pamiętam jak babcia dawała mi je na bóle żołądka. A jest to lek bez porównania silniejszy od marihuany. Dziś doszło do paranoi. Aby wypisać lek narkotyczny potrzebne są specjalne recepty, które uzyskuje się w innej procedurze niż te „zwykłe”. Wielu lekarzy szpitalnych (i nie tylko) nie ma czasu i chęci przez te procedury przechodzić i nie ma nawet takich recept. A nawet, jeżeli je uzyskuje to nie może od razu otrzymać dużej ilości takich recept. Nie można też od razu zapisać dużej ilości leku. Skutek jest taki, że wypisywany ze szpitala Pacjent bardzo rzadko dostaje potrzebną mu receptę na narkotyk. Tylko rodziny tych biednych ludzi wiedzą ile muszą się „nazałatwiać” by podawać je chorym w odpowiedniej ilości. A ja nie wiem jak oceniać mojego kolegę po fachu, który – na prośbę rodziny o zwiększenie dawki morfiny dla chorego na raka płuc z licznymi przerzutami – odmówił zwiększenia dawki bo „chory się uzależni”. Czy jest taki głupi, czy mu się po prostu nie chciało zdobywać „czerwonych recept”? Pacjent zmarł po miesiącu. Na szczęście bez bólu. Zaradny syn „załatwił” leki. Jeszcze gorzej jest w szpitalach. Tu przepisy wymagają aby lek narkotyczny był pod opieką lekarza a nie pielęgniarki, w kasetce zamkniętej dwoma zamkami. Jeżeli tak się zdarzy – a zdarza się często – że nagle lekarz musi operować to wtedy nie ma kto wydać narkotyku pielęgniarce. Na szczęście większość z nas łamie te przepisy i wydaje leki z góry w większej ilości. Są jednak i tacy, którzy unikają ich zlecania, bo odstręcza ich dodatkowa biurokracja. Dystrybucja leków „zwykłych” prowadzona jest przez pielęgniarki a narkotyków przez lekarza. Przeważnie jest to młody lekarz, ale jeżeli zdarzy się sytuacja, że taki lekarz zachoruje albo pojedzie na kurs przed weekendem to chorzy cierpią.

Pragnę podkreślić, że wprowadzenie tych idiotycznych przepisów w żaden sposób nie wpływa na możliwość kradzieży. Wręcz odwrotnie. Każdy lekarz wie, że łatwiej mu wynieść ze szpitala morfinę niż antybiotyk, bo to pierwsze można zrobić bez wiedzy pielęgniarek a to drugie nie. Oczywiście w żaden sposób nie wpływa to również na ilość ludzi uzależnionych.

MR: Jeżeli syn „załatwił” to chyba taki narkotyk nie do końca nadaje się do używania jako lek? Nie wiadomo czy nie jest on czymś zanieczyszczony, mieszany z innymi narkotykami. Gdyby pacjent mógł otrzymać morfinę, marihuanę czy inny lek narkotyczny na receptę, od lekarza specjalisty, wydawany mu w szpitalu albo w aptece to ten pacjent mógłby być pewien, że nie „ćpa” tylko się leczy.

WK: Oczywiście. W Kanadzie otrzymałby legalny leczniczy, standaryzowany medyczny lek na bazie konopi. U nas  morfina jest a konopi – przecież o niebo bezpieczniejszych – w aptece nie ma. Ubolewam nad tym, że nasza medycyna nie wykorzystuje ich w żaden sposób

MR: Mama mojego dobrego kolegi pracuje w hospicjum. Za każdym razem powtarzała nam, że marihuana dla osób przebywających w hospicjach, powinna być dostępna tak jak polopiryna w każdym domu. Czy nie lepiej byłoby gdyby w takich miejscach, osoby, które często przebywają tam do śmierci, umierają w samotności, w bólu i cierpieniu, mogły umierać spokojne, bez bólu? Czytałem o przypadku kobiety, której lekarze dawali 2 tygodnie życia. Zmarła po, jeżeli dobrze pamiętam, miesiącu. Bez bólu, w spokoju, mogła zjeść normalny posiłek, którego nie zwracała dzięki temu, że syn nauczył ją palić marihuanę, którą jednak musiał kupować od dilera. Nie miała możliwości zapalić suszu z rośliny czystej, nieskażonej chemikaliami.

WK: To oczywiste, że byłoby lepiej. Bardzo wiele nowotworów atakuje otrzewną i daje przerzuty do wątroby. Powoduje to uporczywe, wyniszczające wymioty, dla wielu Pacjentów trudniejsze do wytrzymania niż ból. Także radio i chemioterapia mogą dawać nieprzyjemne skutki. Są Chorzy, którzy przerywają leczenie, ponieważ jego skutki uboczne są nie do zniesienia. W tych przypadkach konopie są nie do zastąpienia. Oczywiście nie do zastąpienia jest też kojące działanie na psychikę Pacjenta.

MR: A jak do kwestii zastosowania marihuany w medycynie odnosi się środowisko lekarskie? W niektórych sytuacjach stosuje się morfinę, ale w żadnym wypadku nie można stosować w medycynie marihuany, która pomogłaby wielu osobom w naprawdę dużej ilości schorzeń, problemów ze zdrowiem. Czy nie jest błędem ustawodawczym to, że marihuana nie jest dostępna w medycynie, a morfina należąca do tej samej grupy, co heroina już tak?

WK: Nie mam prawa wypowiadać się w imieniu wszystkich lekarzy. Wiem jednak, że wielu anestezjologów, onkologów i lekarzy operujących myśli tak jak ja. Lekarzem jest też jednak dr Piecha z PiS. Pewnie myśli inaczej. Oczywiście uważam, że traktowanie marihuany – używki łagodniejszej i bezpieczniejszej dla zdrowia niż nikotyna, która jest narkotykiem bardzo szkodliwym – także dla osób postronnych, tych, które palą biernie – jest hipokryzją. Bo – co bardzo pragnę podkreślić – sprzedawany w prawie każdym sklepie spożywczym tytoń jest narkotykiem a marihuana nie.  To tylko używka - jak kawa czy herbata. Zresztą jestem przekonany, że już niedługo będziemy ją tak samo traktować. Kawę i herbatę też początkowo posądzano o straszne rzeczy. Z medycznego punktu widzenia prawo wobec użytkowników konopi powinno być łagodniejsze niż wobec pijaków i palaczy. Mam dzieci i wnuki. Jak każdy pragnę by wyrosły na wartościowych członków społeczeństwa, żeby alkohol, nikotyna i narkotyki nie zniszczyły im życia. Właśnie dlatego jestem przeciwny penalizacji użytkowników. Obecny stan prawny powoduje powstawanie gangsterskich fortun, indukuje korupcję w wymiarze sprawiedliwości i polityce. Jest dokładnie tak samo jak w USA w czasach Al Capone. Niby wszyscy oglądali filmy o czasach, gdy alkohol był w Ameryce zakazany, ale jakoś mało kto wyciąga z nich wnioski. A jest jeden generalny – prohibicja nie zmniejsza spożycia i niszczy społeczeństwo! Byłem uczestnikiem i obserwatorem Marszu Wyzwolenia Konopi w Warszawie. Na pierwszy rzut oka widać ile to nas wszystko kosztuje. Weźmy tylko zaangażowanie policji i wymiaru sprawiedliwości. Samo tylko zwolnienie –  przez legalizację – sił i środków przeznaczanych na walkę z konopiami dałoby społecznie odczuwany efekt. Być może brakło policjantów i prokuratorów do złapania cwaniaków z Amber Gold bo akurat rozpracowywali szefa Stowarzyszenia Wolne Konopie.

MR: A jak powinna według Pana wyglądać kwestia zastosowania marihuany w medycynie? Czy jest Pan zwolennikiem tego, żeby każdy chory, któremu marihuana może pomóc mógł kupić ją w aptece jak normalny lek na normalną receptę? Czy może uważa Pan, że każdy powinien mieć prawo do tego żeby uprawiać swój własny krzak konopi indyjskich?

Zdecydowanie jestem za jednym i drugim. Apteki powinny wydawać takie preparaty na zwykłe recepty. Nieszczęściem dla wielu polskich chorych jest brak preparatów marihuany w aptece. To jakaś paranoja, że w swoim ogródku legalnie mogę mieć rośliny z sinymi truciznami jak tytoń, naparstnicę wełnistą czy wilczą jagodę a nie mogę sadzić stosunkowo nieszkodliwych konopi.

 

Artykuł pochodzi z Gazety Konopnej Spliff nr 43

Oceń ten artykuł
(4 głosów)