A+ A A-

Staropolskie obrzędy konopne

Pewien czas temu polskie media obiegła wiadomość o schwytaniu przez policję 72-letniej pani Stefanii, która w przydomowym ogródku wśród warzyw uprawiała konopie. Kobieta tłumaczyła stróżom prawa, że zrobiła to, by odstraszać szkodniki, niestety funkcjonariusze nie dali wiary jej tłumaczeniom. Podobne wiadomości niemal co roku przewijają się przez massmedia w Polsce. Okazuje się jednak, że kobieta, która została potraktowana jak zwykła diderka, mówiła szczerą prawdę...

Konopie odegrały w naszej bogatej kulturze dużą rolę jako roślina mistyczna, były częścią wielu rytuałów i zabobonów ludowych. Wierzono w ich czarodziejskie, nadprzyrodzone znaczenie. Syreniusz w swoim Zielniku z 1613 roku napisał o konopiach: „Jest tak wielkiej mocy, że wodę zagęszcza [...]”; z kolei Haur już w 1693 roku słusznie zauważył, że konopie: „sadzone między kapustą czynią ją urodzajną [...]”, a także, że „ule posmarowane olejkiem z konopi dobrze się roją...”. Dziś, choć wciąż brak na to twardych dowodów naukowych, wiemy, że w przekazach tych zawarto dużo prawdy. Ostry zapach konopi skutecznie odstrasza najpopularniejsze szkodniki roślin spożywczych, zwłaszcza gąsienice pałaszujące kapustę. Najlepszym dowodem słuszności tej tezy jest fakt, że po kilkuset latach wciąż są w Polsce osoby, zazwyczaj w podeszłym wieku, które z dziada-pradziada kultywują tradycję siewu konopi pomiędzy grzędami warzyw. Uważni czytelnicy mickiewiczowskiego Pana Tadeusza również powinni o tym wiedzieć – w księdze drugiej odnajdziemy miedzy innymi fragment:


„Grzędy rozjęte miedzą; na każdym przykopie
Stoją jakby na straży w szeregach konopie,
Cyprysy jarzyn; ciche, proste i zielone.
Ich liście i woń służą grzędom za obronę,
Bo przez ich liście nie śmie przecisnąć się źmija,
A ich woń gąsienice i owad zabija.”


Jak ukazują powyższe przykłady, w każdym ludowym przekazie można doszukać się choć ziarna prawdy. A skoro już o ziarnach mowa: niejaki Marcin z Urzędowa zauważył, że kury karmione nasionami konopi niosą się dobrze przez cały rok. Dziś znamy już bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe i inne cenne składniki odżywcze skład konopnych nasion. Również i ten przekaz należy uznać za prawdziwy i aktualny. Wśród staropolskich podań nie brakuje jednak tych bardziej pozaziemskich właściwości przypisywanych konopiom, które zdają się mieć niewielkie znaczenie w realnej rzeczywistości. Musimy skrupulatnie oddzielać ziarno od plew, niektórym hipotezom i przekazom nie należy dawać zbyt wielkiej wiary.

By konopie wyrosły, należy ziarno zasiać, a to również wymagało niegdyś odpowiednich rytuałów. Narody bałkańskie i słowiańskie wypracowały kilka ciekawych zasad siewu konopi. Siano je, gdy nie było słońca, wieczorem lub wczesnym rankiem, najczęściej w sobotę lub poniedziałek, podczas siewu obowiązywał zakaz mówienia. Miało mieć to wpływ na urodzaj, bogactwo i płodność. O dziwo wielu growerów wysadzając swoje outdoorowe roślinki, co prawda z nieco innych pobudek, kultywuje nieświadomie tę tradycję również i dziś.

Jeszcze przed zasiewem w karnawale i w środę popielcową odbywały się we wsiach tzw. tańce na len i konopie, podczas których wysoko podskakiwano. Wierzono, że im wyższe będą biesiadne skoki, tym wyższe w nadchodzącym sezonie wyrosną rośliny.

O innych ciekawych zabobonach dowiemy się z tekstów księdza Władysława Sierakowskiego, który badał zwyczaje ludowe Kielecczyzny. Tam w popielcową środę na skrzypkach wykonanych z konewki i konopnych włókien biesiadnikom przygrywał „dziad”. Prawdopodobnie ten mający na celu zaklinanie urodzaju obrzęd wywodzi się jeszcze z pogańskiego święta Dziewanny – bogini drzew, kwiatów polnych i krzewów. Z przekazów księdza wynika również, że rośliny sadzono w nowiu, gdy nie było widać księżyca, zaś wbijanie palików w ziemię na kilka dni po zasiewie było niewskazane, w tym wypadku celem również była ich urodzajność. By ziarno nie zostało wydziobane przez ptaki przed zasiewem smarowano ręce święconą słoniną.

Konopie wraz z innymi ziołami i niektórymi warzywami święcono 15 sierpnia podczas święta Matki Boskiej Zielnej. Roślin tych używano później do produkcji leków, naparów, do kąpieli i okadzania chorych ludzi i zwierząt. Niektóre źródła wskazują także, że tworzono z nich poduszki do trumien. Najlepsze do święcenia były rośliny żeńskie, czyli w praktyce rośliny o większej zawartości THC.

Staropolskie obrzędy konopne Kolejne przekazy świadczą o szczególnej roli konopi podczas święta Epifanii (6 stycznia). Ofiarowywano wówczas pasma przędzy konopnej Matce Boskiej, która miała upleść z nich sieć, by wyciągać dusze z czyśćca. Z kolei podczas andrzejek zabobon konopny miał pomóc pannom poznać imię lub twarz przyszłego męża. I tak to niewiasty biegały nago o północy rozrzucając nasiona konopi i wołając: „światy Andrzeju, ja konopli sieju, daj mnie znać, z kim ja budu wiek karatać”. Podobno święty Andrzej odpowiadał im we śnie, ukazując ich przyszłą drugą połówkę.

Wiele obrzędów, w których używano konopi miało zapewnić bądź przywrócić zdrowie. Najczęściej wykorzystywano konopie do sporządzania medykamentów [o czym pisaliśmy w Spliffie #41]. Często również spalano je, rozsiewano nad chorym siedzącym w polu lub owijano nimi chore części ciała. Noworodkom pasmem konopnym przewiązywano pępowinę, co w przyszłości miało zapewnić im płodność. Konopny sznur wykorzystywano również w zaklęciu mającym na celu zapewnić niewidzialność.

Konopie powiązane były także i z ciemną stroną mocy. Wiedźmy chcąc zaszkodzić trzodzie rozplątywały nitki konopne w chlewach, zwierzęta, które ich dotknęły miały chorować. Paździerze konopne rzucone na oborę lub do gnoju miały ściągnąć na gospodarstwo grad i inne niepożądane zjawiska atmosferyczne. Zaś moczone w celu pozyskania włókien zbyt blisko domostw podobno zatruwały wodę i ściągały choroby, dlatego robiono to najczęściej w rzekach z dala od wsi. Ponadto uważano, że wszelkie pozostałości z przerobu konopi należy spalać, gdyż mieszka w nich diabeł.

Przeanalizowaliśmy jedynie najbardziej dostępne źródła i przekazy. Obrzędów oraz rytuałów, w których wykorzystywano konopie z pewnością było o wiele więcej, były one odmienne w zależności od regionu i pochodzenia ludności. Jak widać konopie nie są na naszej ziemi rośliną nową. Mieszkańcom wsi często tłumaczyć tego nie trzeba, niestety nie wiedzą o tym pracownicy mediów, organów ścigania, wymiaru sprawiedliwości i mieszkańcy miast, których pamięć kończy się najczęściej na obradach okrągłego stołu, dla których konopie pomimo swej bogatej historii pozostaje jedynie narkotykiem. Szkoda tylko, że cierpią z tego powodu ludzie usiłujący kultywować tradycję, osoby nieświadome obecnej, bezsensownej wojny toczonej przeciw tej roślinie, osoby takie jak pani Stefania, która pewnie do dziś zastanawia się, o co właściwie chodziło panom policjantom....

Artykuł z 45 numeru Gazety Konopnej SPLIFF



Rafał Grudziński

Oceń ten artykuł
(6 głosów)